"Teraz ta długa opowieść dobiega już końca, lecz zanim skończę książkę, pragnę powiedzieć kilka słówo świecie, który niedługo będę musiał opuścić.
Świat , w którym żyjemy, osiągnął już najniższy poziom pod względem moralnym i artystycznym. „Moje młode lata” chwalono za to, że dały dobry obraz tak zwanej belle epoque. Ale ja sądzę, że nadużywa się tego określenia. Moją własną egzystencję (...) cechowało zawsze bezwarunkowe umiłowanie życia, ale to, co widziałem, słyszałem i obserwowałem, było dokładnym przeciwieństwem belle epoque.
(...)
(...) obie wojny światowe położyły kres epoce cywilizowanej. (...)
Wiara w Boga, z powodu lęku przed śmiercią tak bardzo potrzebna całej rasie ludzkiej, zwyrodniała, skoro ludzie potrafią walczyć i zabijać się nawzajem w imię tego samego Boga – Boga, który tylko mówi innym językiem i któremu można nadać inne imię. (...)
„Ale kimże ja jestem, żeby sądzić? Moim zdaniem mam prawo wyciągać pewne wnioski z tego , co tu próbowałem opisać. Życie rodzinne i moralność w Europie upadły tak nisko jak nigdy jeszcze w całej historii. (...) A cóż stało się z bogactwem literatury z ubiegłego stulecia i – niestety – ze sztuką? Proklamacje nowych kompozytorów, malarzy i rzeźbiarzy, głoszące, że nie potrzeba wyrażać uczucia zadają kłam samemu sensowi istnienia artysty (...)
Piękna elegancja dawnych dni ustąpiła miejsca niedbałości i nonszalancji, pozostającym w tak całkowitej dysharmonii z historycznie zachowanym pięknem miast.
Jednakże ten stan świata nie może zakłócać i nie zakłóca mojego głębokiego umiłowania życia. Podobnie jak historyk, wierzę mocno, że przyszłość przyniesie nowy renesans i że ów pesymistyczny obraz współczesności wypełni tylko kilka kart historii jako konieczny kontrast dla pełnej oceny lepszych czasów."