czwartek, 12 marca 2009

Polska Dudy-Gracza

(...) "Maluję wyłącznie w Polsce, bo jestem człowiekiem chorym na Polskę. Mogę pracować i żyć tylko tutaj. Gdzieś w świecie, najpewniej, zgłupiałbym do reszty, zmarniał i wreszcie umarł z tęsknoty. Jestem przywiązany do tego, co moje, bliskie, lokalne i zanurzające się w polskość malarstwa, muzyki i literatury, od sarmackich trumniaków poprzez Chopina do Gombrowicza, próbuję ten ukochany, peryferyjny grajdoł nie tyle "podnieść do wymiaru wszech, do wymiaru kosmicznego", ile wyrazić tak, żeby adresaci moich obrazów nie zapierali się rodzinnej ojcowizny, nie wstydzili własnej słomy w butach, swojej tubylczości i odrębności, bo są jak linie papilarne, niepowtarzalni w tym co dobre i złe. Nie miewam artystycznych koncepcji, nie prowadzę twórczej strategii, lecz poddaję temu "co mi w duszy gra", jaką Polskę i tęsknotę noszę w sercu, jaki świat w marzeniach. Posługuję się zaledwie elementami i cytatami z rzeczywistości w celu tworzenia świata, który nie istnieje. Tak jest! Maluję rekonstrukcje tego, co przemija, odchodzi, rozpada się. Byłe ulice, stare kościółki, resztki chałup, fragmenty pejzażu. Maluję świat umarły, świat niespełnionych marzeń, świat złożony ze strzępów pamięci, obrazów, starych fotografii, rozmów, tęsknoty, lęków, miłości, goryczy, złości i ciepła. Kiedy myślę o polskim pejzażu to we mnie też budzi się tęsknota i żal, a właściwie złość, że tak zmarniał i tak niewiele go już zostało. Najpierw niszczył go "dynamiczny rozwój gospodarczy" i blokowiska PRL-u. Teraz dobijają obrzydliwe, tandetne supermarkety, stacje benzynowe, betonowe, kościelne dziwolągi i reklamy amerykańskich portek na chłopskich polach. Na szczęście są jeszcze peryferyjne polskie zadupia, gdzie jest cicho i pięknie, spokojnie i daleko od zgiełku i obłędu "bardzo ważnych spraw codziennych". Są nieba, chmury, deszcze, śniegi, mgły, wschody i zachody słońca, łąki, pola, trawy, drzewa, ogrody, strumienie, stawy i bajora, stare chałupy, krzywe domki i omszałe płoty. Bardzo dużo jest tego, z czego sklejam moją malowaną Polskę, spieszę się, żeby zdążyć z tym, co gubię w pamięci, z tym co było (a może nie było), żeby sportretować kogoś, kto odszedł, Gdzieś Tam. I nie pojmuję, czy pamiętam go z obrazu, czy spotkaliśmy się naprawdę? Spieszę się, bo moja Polska topi się szybciej niż zeszłoroczny śnieg, a ja chcę zdążyć ją namalować, chociaż to absurd, bo ona jest tylko we mnie i umrze razem ze mną. Ale jak to mówią: credo quia absurdum est. Wierzę w to, choć to niedorzeczne." (...)

Jerzy Duda-Gracz (1941 Częstochowa - 2004 Łagów)
Z materiałów z wernisażu wystawy Chopinowi Duda - Gracz