sobota, 15 stycznia 2011

PHILIP MARSDEN - Pisarz o słowiańskiej duszy

Philip Marsden (1961-) spędził 8 lat w Armenii, na Białorusi i w Rosji. Swoją ostatnią książkę „The Spirit- Wrestlers: A Russian Journey” poświęcił Rosji, w szczególności rosyjskim starowiercom.
Blisko rok spędził w Jerozolimie, mieszkając w ormiańskim klasztorze. W innym już klasztorze, w Jaffie, dogonił go list jego przyjaciółki, Zofii (polska poetka Zofia Ilińska – 1921 – 1995), w którym pytała, czy nie zapomniał o obiecanym jej wspólnym wyjeździe na Białoruś. „Oczywiście nie zapomniałem i kiedy tylko skończyłem książkę o Armenii byłem gotowy do drogi” – mówi Marsden.

Książka, która opowiada min. o tej wspólnej podróży wydana jako „Dom na Kresach” („Bronski House”) jest podróżą sentymentalną w świat, który, jak mówi Marsden „ urzeka go, ponieważ tej Europy już nie ma. A właśnie literatura ma tę moc ,że przywraca to, co utracone”

Philip Marsden poznał Zofię Ilińską jako dziecko (ich domy w Kornwalii sąsiadowały ze sobą) Była dla niego kimś z dalekiej krainy, nieznanej, już nieistniejącej, kimś trochę nierzeczywistym i zarazem fascynującym nieuchwytnością świata, który sobą reprezentuje.

Opowiada o niegdysiejszej Polsce, jakby wychował się na lekturze powieści Dąbrowskiej, Orzeszkowej czy Konwickiego.
Któż to wie, ile w tym jego rozumieniu Polski jest z jego ciekawości i fascynacji otaczającym światem i wrażliwości, a ile ma swoje źródło w „mistycznej wyobraźni wspólnej dla Słowian i Celtów”

Sam pisarz mówi o swojej fascynacji: „ Zrozumiałem, że to, co w tej starszej pani urzekało mnie od dzieciństwa, wypływało z inności kulturowej, z tego, iż uosabiała ona dla mnie inny świat. Wszystko to się potwierdziło, gdy poznałem Europę Wschodnią.
To w Polsce, przez którą bez przerwy przechodziły wojska, człowiek zdaje sobie sprawę, czym życie jest naprawdę, a o czym nie ma się pojęcia, żyjąc w małej, spokojnej wiosce angielskiej”

Marsden zatrzymał pomiędzy kartami swojej książki historię matki Zofii – Heleny hrabiny O’Breifne , ur. w 1898 w Płatkowie, północnej części polskich Kresów, jej dzieciństwo i historię jej małżeństwa z Adamem Brońskim. Wyczarowuje na nich czas ich życia w Mantuszkach na Białorusi.

Czas znaczony porami roku; wraz z ludźmi mijają wiosny – srebrzystozielone, rześkie od oparów nadniemieńskiej mgły, jesienie - zgniłozłote, pachnące wilgotną korą , upalne , miękkie od mchu, odurzające zapachem maciejki lata i zastygłe w oszronionej ciszy kresowe zimy ...

...aż nastaje dzień 17 września 1939 roku – data, którą Europa tak łatwo wymazała z pamięci. I świat Zofii, świat setek tysięcy Polaków, świat polskich Kresów- przestał istnieć.
Wraz z nim przestała istnieć swoista kultura, obyczaje, hierarchia wartości...

Ale czy na pewno?
Jak powiedział Tadeusz Konwicki patrząc z ostatniego piętra Pałacu Kultury na wschód:
” Widać Wilno. Trochę za mgłą, ale widać”


- Wywiad z Krzysztofem Masłoniem, 09.11.1998
- „Co Ja tu robię” – T. Konwicki – J. Andermann